To nie jest wojna dla palaczy

 

Miriam w każdej wolnej chwili zerka na komórkę i przesuwając szybko palcem po ekranie, przegląda wiadomości z Syrii. Siedzimy na trawie pod drzewem akacjowym w jednym z parków w Gaziantep, na południu Turcji. Nagle coś przykuwa jej uwagę i po chwili wybucha śmiechem. – Nie no, z tej okazji musimy zapalić – rzuca i wyjmuje z torebki białe opakowanie bułgarskich MM.

– Słyszałaś ostatni kawał? – pyta zaciągając się papierosem. – Światowa Organizacja Zdrowia zaleca Syryjczykom, żeby rzucili palenie, bo to szkodzi zdrowiu. A o sziszy to w ogóle powinni zapomnieć, bo szkodzi 20 razy więcej. WHO domaga się nawet, aby papierosy zaczęły być sprzedawane w paczkach pozbawionych szaty graficznej.

Te zalecenia mocno wzięły sobie do serca syryjskie władze. Wiceminister zdrowia zapowiedział, że pomimo aktualnej sytuacji, nadal będą zniechęcać do palenia tytoniu, w tym sziszy. Dodał, że obecny kryzys nie może być wymówką dla Syryjczyków, aby narażali swoje życie na niebezpieczeństwa związane z paleniem.

– Palenie zabija prawie 10 tysięcy Syryjczyków rocznie – kontynuuje 29-letnia Miriam, pielęgniarka. – To tyle ile umiera ich miesięcznie z powodu obrażeń, walk, bombardowań, braku dostępu do wody, leków i pomocy medycznej. ONZ-etowi nie udało się ochronić Syryjczyków przed śmiercią i głodem. Nie stworzono korytarzy humanitarnych w celu ratowania cywilów i rannych. Nie dostarczono jedzenia, mleka dla dzieci, leków, szczepionek i jakiejkolwiek pomocy medycznej do oblężonych dzielnic i miejscowości. Wiem, wiem, to są dwie różne rzeczy. WHO musi wydawać jakieś raporty, ale czy to nie jest komiczne? Czy to nie objaw czarnego humoru? Dwa lata temu uciekałam z powodu rządowych bombardowań, potem uciekałam od Daesz z chorymi rodzicami i z małymi dziećmi. Kiedy patrzyliśmy na spadające bomby, śmierć, głód i ciągły lęk, to naszym najmniejszym zmartwieniem były papierosy. Nie wiem, może sobie wmawiam, ale jak zapalę, to jest mi przez chwilę lżej – dodaje.

– Daesz też walczyło z paleniem, ale innymi środkami. Jeśli ktokolwiek zapalił na ulicy lub w trakcie przeszukania znajdowali paczkę w kieszeni, musiał zapłacić karę w wysokości 20 dolarów. Jeśli nie miał, to czekała go kara, 20 batów ze stalowego drutu, lub z paska wyprodukowanego z opon samochodowych. No i ludzie nie palili – opowiada Miriam.

O godzinie 18 dołączają do nas pozostałe dziewczyny, mają 20-30 lat. Każda z papierosami i w chuście. Wszystkie są praktykujące i modlą się 5 razy dziennie. Pierwsze co zrobiły, to szybko zapaliły papierosy. -Przez ciągłe problemy zaczęłyśmy palić. Przy rodzicach nie, bo to brak szacunku, ale wśród znajomych nie mamy z tym problemu, dlatego tak często się spotykamy – śmieją się głośno. – Ten raport dotyczy tylko Syryjczyków mieszkających w Syrii, a my mieszkamy w Turcji – dodają ironicznie.

Po chwili widzimy młodego mężczyznę, który zbliża się w naszym kierunku. Uważnie niesie tacę z małymi szklaneczkami tureckiej herbaty. Wszystkie dziewczyny rzucają papierosy, szukają dezodorantów, wkładają gumy do ust i przegryzają mocno palone ziarna kawy.

– Co się dzieje? Kto to jest? – pytam. – To Chaled, nasz kolega. On nie lubi patrzeć, jak kobiety palą papierosy. Znamy się od ponad roku, ale może źle o nas pomyśleć, a nam zależy na dobrej reputacji – odpowiadają.

– Chaled, powinieneś dostawać pensje od WHO – żartuje Miriam, popijając herbatę. Wszystkie zaczęłyśmy się śmiać. Tylko on nie wiedział, o co chodzi.

Tags from the story
, , ,

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *