Tirem z Kongo do RPA

– A mi się wydaje, że wy tam na północnej półkuli żyjecie tylko ze strachu przed śmiercią – rzucił znienacka Kleofas, siedząc za kierownicą czerwonej ciężarówki. Jechaliśmy przez Zambię do RPA z ładunkiem 30 ton rudy kobaltu z kongijskich kopalń.

– Znam kilku Amerykanów i Europejczyków i wiesz co? Oni się zawsze gdzieś spieszą. Jakby ich życie toczyło się gdzieś w przyszłości. Że niby ma być im lepiej dopiero na starość. – Kleofas zatrąbił na stado krów przy drodze i docisnął pedał gazu.

– Nawet ci turyści od was się zawsze gdzieś spieszą. Aż mam ochotę za nimi zawołać. Halo? Przyszłość jest pewna. Wszyscy kiedyś umrzemy. A życie dzieje się tu i teraz. Przecież jutro może was nie być, a z wami szlag trafi wasze plany na przyszłość. – Przejechaliśmy przez most nad wodospadem Wiktorii.

– To życie jest piękne, bo potrafi zaskoczyć człowieka. Patrz na mnie. Kiedyś byłem bandytą i napadałem z bronią na ciężarówki takie jak ta. Ale nikogo nie zabiłem. Kilka lat za to w pierdlu siedziałem. I co? Potem się zakochałem, mam dwójkę cudownych dzieci i wspaniałą żonę. No i zostałem kierowcą tira. A teraz sam się boję tych gości, co stoją na drodze z bronią w ręku. Tego to w życiu bym nie przewidział.

Julia Prus

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *